recent




Jarosław Sawic - Budka Suflera: Memu miastu na do widzenia, Prószyński i S-ka, 2017

Miałem osiem lat, kiedy usłyszałem Takie tango Budki Suflera z przełomowej dla nich pod względem sukcesu finansowego i komercyjnego płyty Nic nie boli tak jak życie. Do dziś mam działającą i wciąż czasami puszczaną kasetę magnetofonową z pierwszego tłoczenia z opisywaną w biografii nieszczęsną piramidką i hasłem „zawiera przebój Jeden raz”. W moim domu zawsze słuchało się dobrej muzyki od klasyki przez blues, jazz i na rocku kończąc, więc już wtedy znałem Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath czy Milesa Davisa, ale pierwszą absolutną miłością była właśnie Budka Suflera i wspomniany album. Mogłem jej słuchać na okrągło, a wszystkie teksty znam na pamięć. Z czasem zacząłem poznawać wcześniejsze dokonania lubelskiego zespołu i choć wielka miłość i fascynacja przeszła mi w końcu na rzecz zupełnie innego i ambitniejszego grania, to ogromny sentyment pozostał. Dwadzieścia lat później ukazuje się oficjalna, monumentalna biografia zespołu, który zakręcił w głowie małego Krzysia, który wówczas nawet do końca nie zdawał sobie sprawy, o czym tak naprawdę śpiewa jego imiennik  Cugowski. Trudno więc się dziwić, że, czytając tę książkę, znów poczułem się jak ten mały chłopiec zafascynowany Budką Suflera.

Jarosław Sawic wykonał bowiem pracę wręcz tytaniczną, zbierając czterdziestoletnią, a właściwie czterdziestopięcioletnią historię Budki Suflera od epoki jurajskiej, aż po wielki finał gdzie Budka zatoczyła pełne koło. Książka bowiem do najkrótszych nie należy i łącznie można znaleźć w niej 768 stron. Oczywiście końcowe kilkanaście stron to podziękowania, spis treści, indeks, bibliografia i dodatek o fanach (moim zdaniem zbędny, nic nie wnoszący i z przypadkowo ustawionymi zdjęciami nie mającymi pokrycia z notkami), ale i tak jest to liczba pokaźna i robiąca wrażenie. Rzadko można trafić na tak obszerną pozycję o jakimkolwiek zespole czy artyście. Znakomicie została w niej pomyślana struktura o wyraźnym podziale na trzy główne i kilka pobocznych części, które wzajemnie się ze sobą uzupełniały i rozbudowywały poszczególne wątki. Trzy główne części zostały wyszczególnione w podtytule biografii (Muzyka/Miasto/Ludzie), a niektóre stanowią ich wariację lub całkiem odrębny podrozdział i tak w książce znalazło się miejsce na „Za miastem” , trzy częściowy Bridge, intro, intermedium i outro, rozdział zatytułowany „Requiem  Czas Ołowiu”, „Dżingiel  Twoje Radio”, a także obszerny rozdział poświęcony okresie wokalistek lubelskiej formacji. Warto zauważyć, że Intro i Outro dodatkowo jest spięte klamrą tytularną, czyli tytułem jednego z utworów Budki, a mianowicie „Memu miastu na do widzenia”, który znalazł się również w tytule książki. A do tego jeszcze dochodzi wstęp Piotra Metza, który również „występuje” w późniejszej części biografii.

Narracja jest prowadzona w przejrzysty, często dowcipny i pikantny, ale w ściśle określony sposób. Komentarz autorski jest obficie zestawiany z wypowiedziami muzyków zespołu i osób związanych przez lata z grupą. Z własnych opinii Jarosław Sawic korzysta w niej rzadko i tylko w kilku miejscach, choć niektóre porównania wydawały mi się dość górnolotne. Dobrze książce zrobiło skupienie się nie tylko na muzyce i ludziach, którzy tworzyli Budkę na przestrzeni lat, ale także na mieście Lublin z pominięciem aspektów politycznych (za wyjątkiem okresu stanu wojennego) czy intymnych sfer życia bohaterów biografii. Wspomniana klamrowość to świetne otwarcie okresem prehistorycznym, później podsumowanym składanką „Underground” i płynnym przejściem do Budki Suflera „nowożytnej”, a następnie już w ostatnim rozdziale, opisując ostatnie dziesięć lat zespołu od chwili rozstania z Markiem Raduli i Mieczysławem Jureckim aż do zakończenia działalności. Ów ostatni rozdział, choć nie tak precyzyjny i rozbudowany jak wcześniejsze, nie traci jednak nic ze swojego impetu, jakim charakteryzuje się styl Sawica, choć jest już łagodniejszy, wyraźnie zmierzający do zakończenia, które nie jest zrobione po łebkach, a kończy się dokładnie tam, gdzie kończyła kariera wielkiego, bo takim z całą pewnością była Budka Suflera, zespołu, czyli na ostatnich koncertach z „Cieniem Wielkiej Góry”.

Bardzo obszernie Sawic w swojej książce opisuje najtrudniejsze momenty w historii zespołu, czyli erę Romualda Czystawa, Felicjana Andrzejczaka, wokalistek oraz powrotu Krzysztofa Cugowskiego w drugiej połowie lat 80., amerykańskiej emigracji i wreszcie drogi ku wielkiemu powrotowi na początku lat 90. Nie żałuje się anegdot, szczegółowych opisów powstawania płyt z Czystawem, którym obok pierwszych dwóch albumów poświęca się najwięcej miejsca. Nie zapomniał nawet o często pomijanym (długo nawet przez samą Budkę) krążku napisanym do gotowych tekstów związku z projektem w ramach olimpiady w Moskwie, czyli „Na brzegu światła”. Sporo miejsca poświęca się też płytom z wokalistkami i samym paniom, czyli Annie Jantar, która nie zdążyła nagrać z Budką pełnej płyty, a następnie wyboistej współpracy z Izabelą Trojanowską i czterem albumom zrealizowanym z Urszulą. Najgorzej moim zdaniem, choć nie pod względem treści, wypada część o latach 80. w chwili powrotu Cugowskiego. Dwa moim zdaniem najsłabsze, choć oczywiście intrygujące, albumy, czyli „Czas czekania, czas olśnienia” i „Ratujmy, co się da” są opisywane jako znakomite płyty, a z kolei o surowym i jednym z moich ulubionych „Giganci tańczą” wspomina się wręcz zdawkowo i z poczucia obowiązku, na podobnej zasadzie jak wspomniano o „Na brzegu światła” (pierwszym z Czystawem, o czym się często już nie pamięta). Mnóstwo ciekawych informacji pojawia się w partiach poświęconych płytom „Cisza” i „Noc” (tu ponownie zarzut personalnych wycieczek o tym jak bardzo nieudany to album, także ze strony muzyków), wreszcie wielkiemu sukcesowi „Nic nie boli tak jak życie”, powolnemu rozpadowi bodaj najmocniejszego składu w historii grupy i okresie schyłku rozpisanym wokół ostatnich dziesięciu lat Suflerów.

Rozdziały o muzyce świetnie łączą się z kolei z rozdziałami poświęconym konkretnym osobom, począwszy od najważniejszych muzyków zespołu z wszystkich inkarnacji, przez tekściarzy (Sikorski i Mogielnicki dostali nawet osobne), aż na ekipie technicznej kończąc (zarówno tej od strony wytwórni New Abra, jak i w części wspominkowej o zmarłych, między innymi o Skurze czy Broniszu). Te zaś kapitalnie uzupełniają się opowieściom o Lublinie czy to o knajpach, które już nie istnieją, sporcie, albo miejscach magicznych, kolejnym zagranicznym wyprawom Budki Suflera (z dramatyczną historią koncertu w Carnegie Hall na czele). Sporo miejsca poświęca się też okładkom i oprawie teledysków zespołu z lat 90. (bardzo ciekawy osobny rozdział). Całość zaś jest okraszana mnóstwem zdjęć z różnych lat i okresów działalności. Fantastyczny jest choćby fotoreportaż z pożegnalnego koncertu w Lublinie znajdująca się na końcu książki z podpisami będącymi cytatami z utworu, a jakże, „Memu miastu na do widzenia” (w pełnej wersji!). Cytaty z poszczególnych utworów zresztą odgrywają dużą rolę w książce, będąc myślami przewodnimi dla poszczególnych rozdziałów, za wyjątkiem tych o ludziach, sporadycznie pojawiających się także w samych rozdziałach. Z cytatów będących wypowiedziami korzysta się jeszcze częściej i to one stanowią trzon książki, co sprawia, że razem z płynną narracją Sawica ma się niemal wrażenie oglądania filmu czy też może raczej „kalejdoskopu zdarzeń” o Budce Suflera.

Monumentalna biografia zespołu, jaką napisał Jarosław Sawic, to pozycja porażająca swoim ogromem i zaangażowaniem. Jest w niej kilka fragmentów, o których chciałoby się przeczytać więcej, brakuje rozdziału o Janiszewskim, który nie chciał się wypowiedzieć na potrzeby książki, brakuje wypowiedzi Urszuli w rozdziale o niej (niestety również odmówiła wypowiedzi), ale chyba mało który zespół może się poszczycić tak grubą i rzetelną pracą. Można ją czytać od deski do deski, delektować się poszczególnymi rozdziałami lub epokami, lub skakać tylko po określonych kluczach, przede wszystkim jednak trzeba ją czytać z akompaniamentem poszczególnych albumów i to nawet tych najsłabszych i już nieco zapomnianych wydawnictwach z wokalistkami czy płyt koncertowych. Wreszcie, to książka, która bardzo skrupulatnie i dokładnie stara się opisać fenomen lubelskiego zespołu, z dużą dozą wyczucia i budowania napięcia, a także odpowiednim tonem w każdej z partii i dostosowanym do wypowiedzi muzyków, dziennikarzy i innych twórców cytowanych w książce. Nie mam też wątpliwości, że dla fanów Budki Suflera niezależnie od wieku i stopnia wtajemniczenia jest to pozycja obowiązkowa. Świetnie będzie się ją czytało także tym, którzy mają do zespołu sentyment, ale już dawno nie mogą się nazywać miłośnikami, jak również tym, którzy z Budką nigdy nie mieli nic wspólnego, a chcieliby zgłębić historię jednej z najważniejszych polskich grup o bardzo szerokim spektrum stylistycznym, zbudowanym wokół silnych osobowości, które przez niemal cztery dekady tworzyły grupę. Wreszcie, to książka, do której podobnie jak do biografii Riverside autorstwa Nowakowskiego, warto wracać po wielokroć i zgłębiać jej fragmenty wraz z muzyką, warstwa po warstwie.
Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus