recent




Hashima - The Haywain

★★★★★★★★☆☆
1. Dance No.3 2.Iris of the Eye 3. The Haywain Triptych: I. Ray of the Microcosm II. The Haywain III. Satantango
SKŁAD: Igor Mišković - gitara, Srđan Mijalković - saksofon tenorowy, Vanja Todorović - kontrabas, Aleksandar Hristić - perkusja, Susana Santos Silva - trąbka (1)
PRODUKCJA: Goran Crevar
WYDANIE: Metropolis Jazz 2017

Zorganizować sobie doczesną egzystencję pod kątem sztuki, tworzenia, nieustannej i świadomej pracy nad sobą to rzecz niełatwa i rzadka. Tym rzadsza, jeśli artysta, o którym mowa, zajmuje się jazzową awangardą. Serbski kwartet Hashima, nie zrażając się trudnościami, kontynuuje swoją drogę obraną na pierwszym albumie „Tideland” (2015), tworząc muzykę niepokorną – pełną grozy, niepokoju i apokaliptycznych skojarzeń.

Inspiracje tego bandu nie biorą się z próżni, ale są wyjątkowo precyzyjnie określone, co bardzo ułatwia odbiór tej muzyki. Słuchacz nie błądzi, nie doszukuje się „podwójnego dna” tam gdzie go nie ma i nie musi silić się na często chybione interpretacje. Jego uwaga skupiona jest tam, gdzie trzeba, czyli na samej muzyce. W przypadku awangardy – nie tylko muzycznej – jest to bardzo istotna kwestia, bowiem odbiorca pozostawiony samemu sobie, mimo gry pozorów, czuje się często zagubiony i po jakimś czasie zwyczajnie się zniechęca. 

Susana Santos Silva (fot. Rita Pulavska)
Lider Hashimy Igor Mišković, kompozytor wszystkich utworów na płycie, podtrzymuje swoje fascynacje twórczością XX – wiecznego serbskiego kompozytora Vasilije Mokranjaca. Na debiutanckiej płycie usłyszeliśmy interpretacje jego Dance No. 2, a na najnowszej produkcji serbski gitarzysta wziął na swój warsztat Dance No. 3 i pod wieloma względami jest to najlepszy utwór tego wydawnictwa. Zaproszenie do realizacji tego utworu hiszpańskiej trębaczki Susany Santos Silvy było strzałem w dziesiątkę. Zarówno brzmienie jej instrumentu jak i charakter gry idealnie wpisują się w stylistykę Hashimy. Jej ostry i dosadny ton, zaprawiony nieodzowną nutą gorzkiej melancholii perfekcyjnie koresponduje z obłąkańczymi partiami Miškovića, które są równie nieprzewidywalne jak wysokogórska pogoda. Efektem jest muzyka brzmieniowo kompletna, bez osłonek konwenansu i hipokryzji, nie zezwalająca na luksus wyspekulowanych hamulców i wątpliwych upiększeń.

Igor Mišković (fot. Marcin Puławski)
Hashima nie spuszcza z tonu również w dalszej części płyty. The Haywain Triptych inspirowany jest dziełem pod tym samym tytułem niderlandzkiego malarza przełomu późnego gotyku i wczesnego renesansu – Hieronima Boscha. Podobnie jak jego twórczość, tak i ową kompozycję charakteryzuje złożona symbolika. Mamy tam zarówno klimaty duchowe, w których zdumiewa i urzeka najczystsza liryka (Ray of the Microcosm), jak i posępne Satantango, w którym złowieszcze zawodzenie Miškovića przy użyciu pudła rezonansowego gitary – efekt prosty, a jakże skuteczny – zwyczajnie budzą lęk i trwogę – oczywiście u wrażliwego i uważnego odbiorcy. W środkowej części tryptyku, The Haywain, słychać zaś dalekie echo nie kogóż innego jak grupy Pink Floyd. Takie konotacje pogodzą najbardziej zwaśnionych słuchaczy i dadzą kolejny powód, aby z tą płytą się zapoznać.

Nie ulega wątpliwości, że Hashima idzie w dobrą stronę, zespół brzmi coraz lepiej, a jego gra jest coraz bardziej konstruktywna, oparta na założeniach zmysłowo-kojarzeniowo-uczuciowych. Stworzony materiał wciąż jest awangardą, ale nie awangardową antymuzyką. Dostępny dla szerszego grona słuchaczy niż można by się tego spodziewać. I wreszcie pełny istoty muzycznej emocji, o której wciąż w nowoczesnej sztuce mówimy za mało, grubo za mało.


Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus