recent




Rosk - Miasma

★★★★★★★★★
1. In Nomine Pestis 2. Infected I 3. Infected II 4. Beneath the Light
SKŁAD: K. - wokal; M. - gitara; M. - gitara; G. - wokal i elektronika; M. - gitara basowa i elektronika; M. - perkusja
PRODUKCJA: Haldor Grunberg - Satanic Audio / Nebula Studio
WYDANIE: 11 stycznia 2017 - wydanie własne

Są albumy, które urzekają nas po kilkukrotnym przesłuchaniu, co wiąże się oczywiście czasami z ich mieleniem i wielokrotnym wałkowaniem. Są też albumy, które porywają nas praktycznie od pierwszych dźwięków. Wwiercają się w naszą głowę i powodują, że nawet leżąc nasza szczęka opada tak silnie, że pozostaje nam zbierać resztki zębów z podłogi. W przypadku albumu "Miasma" warszawskiego zespołu Rosk, przytrafiło mi się to drugie (szczęka boli nadal jak cholera), z czego jestem szczerze dumny. 

Otrzymujemy od zespołu opowieść składającą się z czterech rozdziałów - utworów, które tak na dobrą sprawę są poniekąd podziałem sztucznym. Każdz z tych kompozycji zazębia się i wynika jedna z drugiej, przez co nawet nie spostrzeżemy, kiedy mija całe 50 minut muzyki.

Zaczyna się błogo, sekwencyjnie, wręcz miarowo, by po parunastu sekundach zwiastować zmianę atmosfery wielką ścianę dźwięku, która zaczyna rozbrzmiewać około 4 minuty kompozycji. Właśnie wtedy każdy z instrumentów staje się jakby wyraźniejszy. Czujemy wręcz każde uderzenie w talerz, werbel drgania basu czy poszczególne szarpnięcia gitar. Utworem In Nomine Pestis zespół w przedziwny sposób omamia słuchacza i sprowadza go do parteru niczym rasowy bokser.
Infected I hipnotyzuje słuchacza i robi to z nieskrywaną perwersyjną przyjemnością. Nisko strojone gitary oraz szarpiący bas od wewnątrz wprowadza powoli w stan melancholijno-depresyjny. Zanurzamy się dzięki ich muzyce w coraz głębsze zakamarki. Wybuch pełnego anturażu ponownie niesie słuchacza zgodnie z kierunkiem, który wyznaczą muzycy. Dotychczasowy łagodny i czysty wokal zastąpiony zostaje krzykiem. Kontynuacja tej części, czyli Infected II, powiela schemat: spokojne intro z wyraźnym ambientowo-jazzowym zacięciem, czyste wokale, przejście do finału pełnego krzyku i ostrego instrumentarium, chociaż tym razem jest o wiele spokojniej. Muzycznie klimat narasta i przenika poprzez nieskomplikowany acz przyjemny riff.

Źródło
Ostatnia, najdłuższa, bo ponad 20 minutowa kompozycja Beneath the Light jest nokautem technicznym, po którym pozostaje już tylko zbierać to, co pozostało z oczarowanego słuchacza. Jest na tyle monumentalny, by pokazać w pełnej krasie na co stać zespół - od momentów delikatnych, spokojnych (intro, etap środkowy) po ekstremalne wokale i dźwięki.

Styczniowy debiut od Roskstanie się dla mnie jedną z ważniejszych, a kto wie, czy nie najważniejszych metalowych płyt naszego rodzimego podwórka. Jestem dumny z tego, że zespół sponiewierał mnie przy pierwszym odsłuchu, przez co cenię ten materiał wręcz dozgonnie. Nasza scena metalowa ma się naprawdę świetnie, a ta formacja jest tylko tego potwierdzeniem. Niby słyszymy tu echa post-metalowych tuzów spod znaku Isis czy Cult Of Luna, ale zespół zachował pierwiastek swojego charakteru, stawiając sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Na hwilę obecną materiał obowiązkowy.

Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus