recent




Fobia Inc. - Astral Seasons

★★★★★★☆☆
1. Lost 2. Spring 3. Solstice 4. Summer 5. Equinox 6. Autumn 7. Winter 8. Hollow
SKŁAD: Łukasz Kamiński - gitary; Paweł Dziedziul - gitary; Alexander Mazuruk - bas Tomasz Markowski - perkusja
PRODUKCJA: Fobia Inc. - Green Lunggs Records
WYDANIE: 2016 – Made in Poland

Opis post-rockowych wiraży to dla mnie zawsze wyzwanie, bowiem ciężko skonfrontować innowacje gatunku, którego rozwój zależy od minimalistycznych odcieni muzycznej ewolucji. O tej mowa jest rzadko, bo gatunek post-rocka jak mało który spoczął na laurach swoich dobrze wypracowanych struktur. Białostocka Fobia Inc. ze swoim debiutem „Astral Seasons” na rewolucjonistów też raczej się nie zapatruje, ale to co robi jest solidne. Pod przykrywką instrumentalnego rocka, czeka was podróż pełna gwałtownych emocji, żywiołu i ekspresji artystycznej, która porwie Was w astralną krainę, gdzie nie obowiązuje czas ziemski… - zapowiada sama formacja.

Niebiańska podróż, która obejmuje 365 dni przeplata się z losem człowieka, który żyje przez przesunięcia w czasie.  Astralne pory roku są żywym portretem podróży poprzez spokój w pierwszym i drugim kwartale roku, a potem poprzez zawirowania, przesilenia i równonocy prowadzące do ciemnego epilogu, którymi są jesień i zima. – opowiadają o albumie członkowie zespołu. „Astral Seasons” jednak z naszym światem ma mało wspólnego, a raczej chce od naszej powszedniości uciec. To koncept album, który odzwierciedla nadziemską podróż widzianą oczami bezimiennego bohatera, który – zagubiony w czasie i przestrzeni ziemskiej – zamyka się w sobie, by wpaść we wszechobecną pustkę. Od spokojnej i pełnej ogłady wiosny, poprzez pełne energii przesilenie letnie, aż do zimy, która staje się przenośnią dla najcięższego okresu głównego bohatera.


Z wydanym albumem otrzymujemy ponad 50. minut instrumentalnych kompozycji nawiązujących do pór roku. Ich powtarzalność sugerują również muzyczne iteracje, których motywy bardzo wolno pozwalają sobie na rozwój samej aranżacji. Nie zaskoczą nas więc na tej płycie monumentalne zwroty akcji, ale atmosfera, która trąca pesymizmem (Lost, Winter), czy też melancholią (Autumn), aby za chwile pocieszyć nas subtelnością (Spring, Summer). Niekiedy gitary są mocno ekstrawertyczne i wysublimowane (Lost), aby w innych kompozycjach dać upust hard rockowej ekspresji opartej na grubiańskim basie (Solstice). Kiedy w jednym utworze skupiają się na plastyce melodii (Spring), w innym atmosfera sięga zenitu przy specyficznej brzmieniowo-rytmicznej nieważkości (Equinox).

Do najciekawszego utworu zaliczyłbym Solstice, który wyrwał mnie z nieco schematycznej budowy kompozycji bawiąc formą i jak na konwencję post-rocka – znamiennymi konfrontacjami muzycznych stylów. Te same etykiety możnaby ostatecznie przykleić również do Equinox, z którym znalazłem porozumienie dzięki gilmourowskim sekwencjom gitary. Cały odbiór burzy moim zdaniem nieco zduszone brzmienie, nawet mimo że instrumenty są na przestrzeni świetnie rozpropagowane to brakuje tu pewnego pierwiastka klarowności. W tego typu muzyce z pewnością zrobiłoby to większe wrażenie przy wyraźniejszej wymowie instrumentarium. 

Świetnym motywem, który wnosi w album magię kontemplacji jest cytat na digipacku z "Siekierezady" Edwarda Stachury: Co by to było panie Bartoszko, jakby dróg nie było? I tych żelaznych, jak to mówią, i tych wyjeżdżonych, i tych wychodzonych... (...) Panie Janku... co to jest droga, to najlepiej dowiedzieć się nogami... a już obowiązkowo bosymi. Ta płyta zabiera nas właśnie w pewien sposób w emocjonalną podróż w nieznane, gdzie raczej należałoby unikać zwracania uwagi na techniczne niuanse. Klimat całej płyty jest starannie przemyślany i mimo pozornie zrutynizowanej maestrii aranżacji niekoniecznie jest to odczuwalne. Lepiej jednak ubrała to w słowa sama formacja twierdząca, że dzięki albumowi (…) jesteśmy świadkami kalejdoskopu emocji ludzkich, wyrażonych rytmiczną perkusją, głębokim basem oraz dwiema gitarami, które dopełniają się, tworząc spójne i harmonijne dzieło. Niech stracę – zgodzę się. Przyjemnie się tego słucha, chociaż płyta wymagająca wcale nie jest.

Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus