recent




God is an Astronaut - Helios/Erebus

★★★★★★★★☆☆
1. Agneya 2. Pig Powder 3. Vetus Memoria 4. Finem Solis 5. Helios Erebus 6. Obscura Somnia 7. Centralia 8. Sea of Trees
SKŁAD: Torsten Kinsella - Guitar, Niels Kinsella - Bass, Jamie Dean - Piano/Synths, Lloyd Hanney - Drums
PRODUKCJA: Torsten Kinsella
WYDANIE: 21 czerwca 2015 - własne
www.godisanastronaut.com
 
Po przeciętnym przedostatnim i bardzo słabym ostatnim albumie przestałem wierzyć w God is an Astronaut. Wypalili się, stwierdziłem, zjadają swój własny ogon, odcinają kupony od sławy, a właściwie to od 2005 r. nie nagrali niczego wybitnego. Dzisiaj zmuszony jestem to stękanie zramolałego pocztowca odszczekać. Zatem: hau! Hau!

Przy okazji wydanego dwie wiosny temu „Origins” zarzuciłem popularnym „Godom”, że się nie rozwijają. Okazało się, że sympatyczni panowie z odległej Irlandii śledzą zapamiętale (bezsprzecznie) najlepszy polski serwis muzyczny i moją krytykę wzięli sobie do serca. Pewnego wieczoru zebrali się na polance pod czystym niebem, zerknęli w gwiazdy i któryś z nich rzekł: Panowie, czas przestać odwalać kitę. Wróćmy do tego, co porzuciliśmy dawno temu – ponownie zainspirujmy się kosmosem, przestrzenią, gwiazdami…

Jak uradzili, tak zrobili. Efektem ich starań jest muzyka przesycona iście astralnym klimatem, który jakiś czas temu gdzieś się zagubił i pozostawał obecny co najwyżej w tytułach. „Helios/Erebus” nie patyczkuje się ze słuchaczem – uderza ogromną dawką kosmicznej energii!

I to całkiem dosłownie – otwierająca krążek Agneya brzmi, jakby chłopcy z God is an Astronaut zbyt długo przebywali w towarzystwie długowłosych panów w skórzanych kurtkach z ćwiekami. No dobrze, może delikatnie przesadzam – ale generalnie zmiana stylu jest wyczuwalna. To już nie jest popierdywanie bez mocy, jakim Irlandczycy raczyli nas na swoich ostatnich wydawnictwach, ale całkiem solidny wygrzew, który z pewnością będzie bujał tłum na koncertach. Kompozycyjnie też jest o wiele lepiej niż wcześniej – okazało się, że „Godzi” potrafią stworzyć ciekawe riffy i konkretnie wykorzystać umiejętności basisty. Słuchałem jak oniemiały, obawiając się, że to tylko dobre złego początki – ale nie! Następny w kolejności Pig powder (prawda, że uroczy tytuł? Nie, nie wiedziałem wcześniej, że to „magiczny” proszek regenerujący tkanki. Muzyka bawi i uczy!) zaczyna się niepozornie, ale gdzieś w połowie atakowani jesteśmy iście industrialnym motywem, a na finiszu łagodnym, klimatycznym ambientem. Tak, nie pomyliliście się – to wciąż ten sam zespół. Oni naprawdę nauczyli się zmieniać tempo i nastrój w ramach jednego utworu. Niebywałe!

Dalej jest już bardziej typowo, ale wciąż niesamowicie klimatycznie. Vetus Memoria to mrugnięcie okiem w stronę fanów Fragile, choć tutaj akurat mocny finał kompletnie nie pasuje do reszty utworu. Chwilę później przekonujemy się, że panowie z God is an Astronaut odrobili lekcję z klimatycznego post-rocka i znają sympatyczny zespół pod nazwą *Ancients (jak ktoś nie zna – to posłuchajcie tego. Warto, na brodę Merlina!). Irlandczycy eksperymentują nawet z dronem, co wychodzi im wyśmienicie (tu z kolei widzę wpływy Barn Owl, ale może to tylko moje osobiste spaczenie).

Przy okazji warto podkreślić coś, co już być może zauważyliście dzięki mojej paplaninie: to jest bardzo różnorodny krążek. Chociaż jego centralną część okupują ambientowe utwory ociekające klimatem, to na początku i na końcu programu płyty usłyszymy więcej gitarowej pracy niźli klawiszy. Na całe szczęście nie psuje to wrażenia spójności, a sprawia jedynie, że „Helios/Erebus” nieprędko się nudzi.

Jak możecie wyczuć – album bardzo mi się podoba. Bardziej jednak niż sama muzyka cieszy mnie fakt, że upadłe gwiazdy post-rocka wracają do gry i proponują coś świeżego. Oczywiście nie jest to w żadnym wypadku płyta przełomowa dla gatunku, jest natomiast z pewnością przełomowa dla panów z God is an Astronaut. Irlandczycy pomimo lat zapaści udowodnili, że są w stanie rozwinąć się i wznieść ponownie na wysoki poziom. Oczywiście na przestrzeni czasu wiele zespołów post-rockowych już dawno im odjechało pod względem klasy i jakości, ale wciąż tylko jedna kapela niezależnie od formy notuje tłumy w salach koncertowych. Ja w tym roku gig chciałem sobie podarować, ale „Godzi” zachowali się jak dzierlatka, która zniechęconemu, szykującemu się już do odejścia podlotkowi pokazuje w końcu kawałek nagiego cycka. Dzięki, chłopcy.

Żeby tekstu nie zakończyć (i nie szczuć nieletnich) cyckiem, oto puenta: gdyby Bóg był astronautą, to siedząc na międzynarodowej stacji kosmicznej i obserwując kolejne wybuchające rakiety zaopatrzeniowe, z pewnością słuchałby tego krążka!

GOD IS AN ASTRONAUT - HELIOS/EREBUS
Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus