recent




Kehlvin/Fleshworld - To Deny Everything That’s Mundane

★★★★★★✭
1. Kehlvin – Perspective & Growth 2. Fleshworld – Moiré 3. Kehlvin – Fistful of Coins 4. Fleshworld – Wrecking Constructs 5. Kehlvin – To Deny Everything That’s Mundane 
SKŁAD: Kehlvin: Fabien Zennaro - perkusja; Yonni Chapatte - wokale; Fabien Bedoy - gitary; Julien Spielmann - gitary; Baptiste Bourquin - bas. Fleshworld: Mateusz Szczurek – gitara, elektronika; Łukasz Klamiński – bas;  Kuba Leszko – gitara; Szymon Łuczyński – perkusja; Tytus Kalicki – wokal.
PRODUKCJA: Magnus Lindberg
WYDANIE: 6 kwietnia 2015 - Division Records / Unquiet Records / Grains of Sand Records / Dingleberry Records / Dullest Records

Tym razem przypadł mi do recenzji album, który współdzielą dwa zespoły. "Split", jak to się zaczęło zwać owy produkt, o ile świetnie, że prezentuje dwa często różne oblicza muzyki za jednym zamachem i trafia do większej ilości publiki, to niestety nie da się uniknąć porównań. Chcąc czy nie chcąc, zawsze będzie ten gorszy i ten lepszy, choćby odrobinę... Nie będę jednak tego podziału zdradzał. Wydedukujcie sami!

Kehlvin wyrasta z brzmień metalowych, progresywno-sludge'owych,
często motywowanych hardcore'owym noise rockiem.
 
Album dzieli ze sobą szwajcarski Kehlvin oraz krakowska formacja Fleshworld, która w naszym polskim światku metalowych oblicz znana jest dzięki szerokiej promocji Unquiet Records. Wydawnictwo nie próżnuje... Domorośle poszerza swoje rejony współpracą z zagranicznymi wykonawcami i jak się okazuje niebezpodstawnie.

Właściwie wypadałoby powiedzieć, że split powinien ujmować sobą zespoły z pogranicza gatunków. Tak też jest, ale nie można tego samego powiedzieć o użytych środkach, brzmieniu, kompozycji przestrzeni, etc.

Polską grupę charakteryzują raczej bardziej rozbudowane formy, podczas gdy Kehlvin wyrasta z brzmień metalowych, progresywno-sludge'owych, często motywowanych hardcore'owym noise rockiem łączącym ze sobą awangardowe zagrywki, niekiedy zakrawające o chaos psychodelii, zwłaszcza w sferze nieoczywistych riffowych harmonii (To Deny Everything That’s Mundane). Wyciszenia, jeśli już, pojawiają się rzadko i gwałtownie, ale jeśli się z tego ukrycia wydostaną, zostają rzetelnie gloryfikowane swoją dokładnością i nieśpieszną dedukcją brzmienia. 

Polacy preferują bardziej zdystansowany obszar.
Dynamika kompozycyjna Szwajcarów z pewnością jest tu ciekawsza aniżeli naszych rodaków. Polacy preferują bardziej zdystansowany obszar. Poza aranżacją zmieniają również samą strukturę i barwę swoich utworów. To muzyka z pewnością bardziej mroczniejsza w swojej treści i znaczniej refleksyjna (Moiré). Aranżacje nie są wokoło siebie zbytnio skupione, powiedziałbym skonsternowane. Rozwijają się powoli, niekiedy majestatycznie na tle post-metalowych krajobrazów, często bez wyraźnego punktu odniesienia, jakby żyły własnym życiem. Celowo czy nie, ten improwizacyjny charakter skupia na sobie uwagę. Atmosfera budzi melancholizm, który rozwija pojawiająca się od czasu do czasu ponura melodyka (Wrecking Constructs).

Fleshword rodzi swój muzyczny zamysł
na fundamentach jednostajnej furii.
Wokalnie to również dwie nieoczywiste "bajki". Kehlvin kieruje się bezpośrednim charakterem. Uderzającymi wrzaskami, które wybudzają z muzyki masę nieocenionej energii i gęstości swojego instrumentarium. Sam zespół widoczniej bardziej skupia się na wydzielaniu muzyki "przebojowej" aniżeli produktu, który ma nas zmuszać do refleksji (Fistful of Coins). Yonni Chapatte nie boi się przebierać w środkach, bo w przeciwieństwie do Polaka urozmaica wokale błahymi, acz konsternującymi melodeklamacjami etc.

Fleshword rodzi swój muzyczny zamysł na fundamentach jednostajnej furii, dzięki której mechanice kompozycje nabierają ciekawszego kształtu aranżacji okrawającej swoją siłę o naturę transu. Pomimo braku hardcore'owych uderzeń sama muzyka wydaje się dzięki pokrywie doomu bardziej agresywna w swojej wymowie, ale co za tym idzie, mniej żywiołowa. Kompozycje są może nie tyle bardziej przemyślane na tle swojej atmosfery, co znaczniej klimatyczne, rodem takich zespołów, jak Cult Of Luna, Neurosis czy Blindead. Obie formacje fundują nam jednak dzięki lirykom podobne zagadnienia metafizycznych dylematów duchowego świata i historii pewnego matematyka, którego losy spajają muzyczną treść tego splitu. Ciekawa forma!

Nie ma tu jednak niezdrowej rywalizacji. Dwie różne interpretacje. Dwie różne pozycje, ale generalnie nieźle się uzupełniają w tej muzycznej symbiozie. Polski materiał jest nieco stłumiony i bardziej szorstki. O ile wydaliby to sami, nie byłoby tak rażące, ale jako że numery dwóch kapel są na płycie sobą przekładane, kontrast jest wręcz drastyczny, co niektórym może przesłuchanie trochę uprzykrzyć. Nie bądźmy jednak tacy drobiazgowi. Zapraszam do odsłuchu!

Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus