recent




Tsima - Shatter

★★★★★★★✭☆☆
1. Philae 2. Fracture 3. Split 4. Maria 5. Infarkt 6. Last Train To Lusatia
SKŁAD: Łukasz Łysakowski - gitara elektryczna; Bartosz Chmielewski - gitara elektryczna; Kuba Brzezicki - gitara basowa; Igor Bińkowski - perkusja
PRODUKCJA: Satanic Audio
WYDANIE: 21 grudnia 2014

Ileż to już razy powiedziane było, że w kategorii post rocka, tudzież metalu nie da się już nic dopowiedzieć. No i proszę. Niespodziewanie do mych rąk wpada wydawnictwo formacji Tsima "Shatter", które raczy mnie swoim muzycznym ekshibicjonizmem w najlepszym jego wydaniu. Co by nie mówić, Polska przedrostkiem "post" bardzo dobrze stoi. Kanon został również utrzymany, ale czy tu naprawdę jest aż tak depresyjnie?

Nie są anonimowi, a profesjonalizm, jakim ten album
razi, może przerazić na samą myśl, co mogą osiągnąć w przyszłości.
Ci, którym nazwa Tsima nic nie mówi nie mogą powiedzieć, że śledzą post-rockowe poletko nowości. Dolnośląska formacja to bowiem grupa, która powstała już w 2012 roku, a rok później miała już na koncie swój pierwszy materiał "Juniper". Nie są więc anonimowi, a profesjonalizm, jakim ten album razi, może przerazić na samą myśl, co mogą osiągnąć w przyszłości. Ale do rzeczy...

Artyści, bo tak już należy o nich mówić, a są relatywnie młodzi, nie mają absolutnie żadnych kompleksów i mieć ich nie powinni. Świetne brzmienie i jeszcze lepsza realizacja. Muzyka przestrzenna. Nikogo to jednak nie zadziwi ani nie przekona. Co błyskawicznie skupia bowiem na sobie uwagę to brak natarczywego budowania nastroju, bez monumentalnych zrywów. Wszystko stanowi zbilansowaną masę, której natchnionym melancholijnym melodiom akompaniują metalowe riffy, wręcz roztrzaskując wcześniej skrywaną nostalgię (Philae, Split). 

Nie mają absolutnie żadnych kompleksów i mieć ich nie powinni.
Melodia jest tu kluczowa, bo dość rozbudowane utwory niosą całość od czasu do czasu powracającymi nieco "skostniałymi" i zapętlonymi motywami jak na post-muzyczne ewenementy przystało. Takie jednak muszą pozostać, aby odpowiednio i naturalnie obudować rytmiczną gradację klimatu "Shatter". Mało tu ambientowych mgieł. Za to sporo gitarowej otchłani kojarzącej się z melancholijną twórczością Katatonii, która zgłębia tym samym gęstą atmosferę mroku (Infarkt) czy też industrialnym ciężarem francuskiej Gojiry (Split). Chłodna aura niesie nas przez cały album, który tylko niekiedy przynosi nam nadzieję durowymi riffami (Fracture). 

Kompozycje wynurzają się i toną w woni własnych melodii, nie tworząc jednak rozdmuchanej atmosfery przepychu (Maria). Miejscami można nawet pokusić się o stwierdzenie sporej ilości rytmiczno-melodycznych załamań, które wprowadzają nas w zupełnie inne akty progresywnego świata uginającego się na przemian z kołyszącą subtelnością i tęgą poświatą gitarowej ściany dźwięku (Last Train To Lusatia). Przyznam jednak, że takie elementy są tu rzadkością, a szkoda, bo przydałoby się więcej odważniejszych w tym kierunku kroków eksperymentalizmów. Nie jest jednak źle! Wręcz przeciwnie. Słuchając muzyki tego pokroju, rzadko mogę być jeszcze zaskoczony, a im się to jednak udało.


Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus