recent




Mouth of the Architect, There Is No Tomorrow (Warszawa, Hydrozagadka, 13.07.2013)

Setlista:
1. It Swarms 2. Hate and Heartache 3. Harboring an Apparition 4. Lullabye 5. Sharpen Your Axes 6. The Other Son 7. How This Will End / 8. Rocking Chairs and Shotguns

Pojawienie się w naszym kraju Mouth of the Architect to spore wydarzenie. Co prawda, zespół ten wciąż nie jest nawet w połowie tak znany jak na to zasługuje, ale pod względem jakości serwowanej muzyki należy do ścisłej czołówki post-metalu. Brodacze z Ohio wydali niedawno nowy album „Dawning” i natychmiast wyruszyli w promocyjną trasę. Co ciekawe, w naszym kraju zagrali aż cztery koncerty, w tym jeden – w warszawskiej Hydrozagadce.

Rzeczona Hydrozagadka to niewielki klub położony gdzieś na Pradze. Można się więc było spodziewać kameralnej atmosfery. Zastanawiałem się tylko, czy panowie z Mouth of the Architect nie zniechęcą się, widząc niewielką liczbę uczestników i czy taka trasa zwyczajnie im się opłaci. Zwłaszcza, że z tego co mi wiadomo na pozostałe trzy koncerty przybyło jeszcze mniej ludzi, niż na ten warszawski, który na szczęście miał najkorzystniejszy dla przeciętnego zjadacza chleba termin – sobotę.

Mouth of the Architect należy do ścisłej
 czołówki post-metalu (fot. Anna Bursztynowicz)
Przed samym koncertem zniesmaczyły mnie problemy ze stroną bilety24.pl – okazało się, że odnośnik do biletu, który chciałem wydrukować… nie działał. Na szczęście organizatorzy stanęli na wysokości zadania i do wejścia wystarczył dowód tożsamości, którym posłużyłem się przy zakupie biletu online.

Przed Mouth of the Architect początkowo wystąpić miało Thaw, jednak z bliżej niewyjaśnionych problemów zastąpiła ich młoda mathcore’owa kapela There Is No Tomorrow. Prawdę mówiąc, wybór nie był najlepszy. Wierzę, że chłopaki czują swoją muzykę i wiedzą co chcą przekazać, jednak póki co, nie wychodzi im to najlepiej. Zagrali co prawda sprawnie i bez pomyłek, ale ich muzyka kompletnie mnie nie przekonała; odrzucał też zwyczajnie słaby wokal. O czymś świadczy też fakt, że ich występowi przysłuchiwało się kilka, może kilkanaście osób.

W międzyczasie – po supporcie, a przed występem gwiazdy wieczoru – udałem się na stoisko z merchandisem Mouth of the Architect.  Świetne wrażenie zrobił na mnie obsługujący sklepik Jason Watkins, wokalista i klawiszowiec zespołu. Był bardzo kontaktowy i chętnie rozmawiał podpisując płyty razem z pozostałymi członkami zespołu. Widać było jego szczerą radość z faktu, że ma w Polsce fanów.

Setlista była długa i solidnie przygotowana (fot. Anna Bursztynowicz)
Koncert Mouth of the Architect zaczął się punktualnie o 21:00. Zdążyło przybyć więcej ludzi (łącznie może kilkadziesiąt osób), a Watkins zachęcił wszystkich do podejścia pod scenę gdzie, nota bene, cały czas było luźno. Zaczęło się od It Swarms. Szczerze przyznam, że przed koncertem byłem niezbyt dobrze zapoznany z nowym wydawnictwem i dopiero usłyszenie tych utworów na żywo pozwoliło mi zrozumieć je lepiej. Rzeczona kompozycja, potężna już na albumie, brzmiała tutaj jeszcze lepiej. Gdy wybrzmiały jej ostatnie dźwięki, usłyszeliśmy charakterystyczny sampel, otwierający Hate And Heartache z „Quietly”. Kawałek został zagrany bardzo dobrze i niezwykle precyzyjnie, chociaż szkoda, że mało selektywne brzmienie zabiło najładniejszy motyw w tej kompozycji. Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem pierwsze dźwięki Harboring An Apparition – nie sądziłem, że zagrany zostanie ten leciwy już przecież utwór. Dobrze jednak, że się pojawił, bowiem okazało się, że to jeden z najmocniejszych punktów na „Ties That Blind”, a na żywo, przybrawszy nieco innego smaku, zyskał jeszcze więcej mocy.

Muzycy zachowywali się
żywiołowo
 (fot. Anna Bursztynowicz)
Reszta utworów pochodziła z ostatniego wydawnictwa – były to Lullabye, Sharpen Your Axes, The Other Son oraz How This Will End. Moją uwagę zwróciło zwłaszcza mocne Sharpen Your Axes – jeden z największych killerów na „Dawning”, nadający się przez to świetnie na koncerty. Porywająco zostało zagrane The Other Son, kawałek nastrojowy i momentami wręcz epicki, który tak właśnie brzmiał prezentowany na żywo. Po ostatnim utworze panowie z Mouth of the Architect wprawdzie zaczęli sprawnie zwijać się ze sceny, ale szybko zostali nakłonieni przez publikę do bisowania. Miałem niestety wrażenie, że robią to dość niechętnie. Jason rzucił do Steve’a: Which one?, a gdy ktoś z publiki zaczął domagać się In Your Eyes z ostatniego EP, muzycy zdecydowali się na coś bardziej klasycznego – Rocking Chairs And Shotguns. Po jego ostatnich dźwiękach wiadomo było, że to już definitywny koniec – panowie szybko zmyli się ze sceny po krótkim podziękowaniu i gromkich brawach od uczestników koncertu.

Setlista była więc naprawdę długa i solidnie przygotowana. Obok promocji nowego albumu znalazło się miejsce dla starszych, niezmiennie dobrych numerów. Występ przebiegł bez zakłóceń, chociaż kontakt z publiką praktycznie nie występował. Konsekwentnie, poszczególne utwory przechodziły płynnie jeden w drugi. Muzycy zachowywali się dość żywiołowo, zwłaszcza Jason, który zdawał się przeżywać ten występ bardzo mocno. Ze strony publiki zabrakło na szczęście chęci do pogowania i wyładowywania nadmiaru energii – to jednak jest muzyka do słuchania i kontemplacji, a nie skakania. Inna rzecz, że ostry młyn pod sceną widziałem nawet na koncercie Blindead… Niewiele można też zarzucić brzmieniu, a o to się zawsze obawiam w małych klubach. Co prawda gitara prowadząca była zbyt wysunięta, przez co dźwięki drugiej nieco się gubiły, a w tle podobnie ginęły klawisze, jednak generalnie nagłośnienie było naprawdę na przyzwoitym poziomie.

Panowie z Mouth of the Architect dali dobry show, wart każdej wydanej na niego złotówki. Mam nadzieję, że nie zniechęciła ich niewielka frekwencja – bo to właśnie dzięki temu udało się stworzyć świetny, kameralny klimat. Oby zapamiętali, że w Polsce też mają wiernych fanów i zawitali do nas niebawem ponownie!
Za udostępnienie zdjęć dziękujemy portalowi muzyka.pl.
Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus