recent




Hunter – Królestwo

●●●●●●●
1. Intro 2. Rzeźnia nr 6 3. Dwie siekiery 4. Trumian show 5. Sztandar 6. Samael 7. Inni 8. Kostian 9. PSI 10. RnЯ 11. O wolności
SKŁAD: Paweł "Drak" Grzegorczyk – wokal prowadzący, gitara; Piotr "Pit" Kędzierzawski – gitara, wokal wspierający; Michał "Jelonek" Jelonek – skrzypce, wokal wspierający; Konrad "Saimon" Karchut – gitara basowa; Dariusz "Daray" Brzozowski – perkusja; Arkadiusz "Letki" Letkiewicz – instrumenty perkusyjne
PRODUKCJA: Paweł "Drak" Grzegorczyk, Andrzej "Aka" Karp
WYDANIE: 6 listopada 2012 – Tune Project
www.hunter.art.pl

W końcu jest. Nadeszło. Długo przeze mnie oczekiwane "Królestwo". Hunter to jeden z tych zespołów, które budzą we mnie najwięcej emocji. Osobiście cenię ich sobie na równi z najlepszymi zagranicznymi zespołami wykonującymi ten rodzaj muzyki. Nie wspomnę już o całej rzeszy tych, które w moich rankingach stoją o wiele niżej od grupy ze Szczytna, mimo swojego zachodniego pochodzenia. Przejdźmy jednak do sedna, czyli recenzji płyty.

Pierwszy raz zetknąłem się z materiałami z „Królestwa” słuchając utworu Samael, wrzuconego przez zespół na swój facebookowy profil. Przesłuchałem tylko raz, lecz prawdę mówiąc, niezbyt dokładnie. Później dzięki łaskawemu podejściu zespołu do swoich fanów,  mogliśmy obejrzeć klip do utworu Trumian Show. Muszę przyznać, że podobnie jak poprzedni utwór nie zrobił on na mnie najlepszego wrażenia, przynajmniej od strony kompozycji. Wydawał mi się strasznie hermetyczny, wręcz... dziwny. Obawiałem się, że „Królestwo" nie będzie w stanie przebić się przez „HellWood”. Kiedy jednak w moje ręce wpadł nowy materiał w całości okazało się, że moje obawy były nieuzasadnione. Mimo naprawdę wysoko postawionej poprzeczki na poprzednim albumie,  najnowsze wydawnictwo Huntera uważam za duży sukces.

Paweł "Drak" Grzegorczyk
Dosyć ogólników, czas na konkrety. Płytę otwiera Intro, w którym słyszymy słynne już "mazurskie ptaki".  W ich śpiew wdziera się bezlitośnie, grający na skrzypcach  Jelonek, którego  brzmienie przywołuje czasami  na myśl śpiew syreny. Kilka kolejnych utworów to koncertowe, antywojenne wymiatacze. Rzeźnia nr 6 swoimi rytmicznymi riffami i grą perkusji niemal zaprasza nas do marszu. Spotkamy tutaj też nawiązania do słynnej pieśni wojskowej Wojenko, wojenko. Partie wokalne Draka przeplatają się z chóralnymi zaśpiewami, a wszystko razem po prostu miażdży. Następnie uderzają nas Dwie Siekiery. Słychać tu powrót do korzeni. Szybkie, thrashowe rytmy, trochę krzyku, trochę śpiewu, agresji. Wszystko to, czego trzeba do dobrego pogo, moshowania i innych technik służących do rozkręcania na koncertach publiczności . W tym utworze znajdujemy kolejny smaczek – rozbicie wersu na dwa "kanały". W pewnym momencie, po słowach: hej, rycerzu chędożony/ ty nie słuchasz, obrażony/ nie podoba się kaplica?, przy pierwszym słuchaniu mamy wrażenie bełkotu. Jednak kiedy przesuniemy balans maksymalnie na lewo usłyszymy: gnij na glebie, taki zwyczaj. A co w prawym kanale? Tę niespodziankę zostawiam wam do sprawdzenia. Utwór czwarty, to wspominany już Trumian Show. Mimo nie najlepszych wspomnień po obejrzeniu klipu i pierwszym przesłuchania tego utworu  jako odrębnego dzieła, kiedy słyszymy go z całym albumem, sprawia on zupełnie odmienne wrażenie  Bardzo dobrze wpisuje się w klimat, tematykę otaczających go utworów, trochę zwalnia speedowo/thrashowe tempo narzucone przez Dwie Siekiery i pozwala odprężyć się przed kolejną jazdą sprawioną przez Sztandar, który jest również szybki i krzyczący. Samael to most spajający album w całość. Zaczyna się basowym dudnieniem i delikatną grą perkusji. Jednak kiedy w okolicach połowy utworu wchodzą gitary rozpala się piekło, którego nie można ugasić. Ciężar riffów w refrenie wgniata w ziemie i miażdży kości (ewentualnie kompresuje mózg do rozmiarów konserwy, jeśli wolimy słuchać muzyki przez słuchawki).

Inni otwierają drugą część płyty. Smutna, niemal wzruszająca solówka na wstępie budzi skojarzenia z najlepszymi rockowymi balladami. Kojarzy mi się on nieco z utworem Sto tysięcy jednakowych miast Comy. Może urażę w ten sposób  ultrafanów Huntera, ale  porównanie to towarzyszyło mi od początku. Następny utwór to Kostian. Nie jest szybki, ale za to bardzo ciężki. Zwłaszcza jeśli chodzi o słowa. Nie będę się podejmował ich interpretacji, bowiem wobec refleksyjnych tekstów Huntera jest to zadanie karkołomne . Przeglądając forum fanów zespołu doczytałem się, że najprawdopodobniej dotyczy bitych dzieci. Taka myśl również i mi przeszła przez głowę, ale nie chcę się w tym utwierdzać, bo teksty pisane przez Pawła Grzegorczyka dają naprawdę wiele możliwości do interpretacji. Następnie czas na kolejny ciężki i smutny temat. PSI to raczej, przynajmniej na początku, spokojny, niemalże akustyczny utwór opowiadający o porzuconych ludziach i zwierzętach. Do kompozycji tej nagrany został również bardzo wzruszający teledysk. Pozwolę tu sobie też na mały wtręt, ponieważ przesterowana część tego utworu (chodzi o partie opartą na słowach Ty, chociaż raz zobacz nas, poznaj nas… i dalszą solówkę), kojarzy mi się nieco z muzyką Pneumy. Nie wiem czy panowie faktycznie inspirowali się tym zespołem, ale to tylko moje wycieczki skojarzeniowe, na które nic nie poradzę. Na szczęście, żeby nie zabić słuchacza smutkiem i ciężarem muzyki, następny w kolejce stoi RnЯ. Bardzo szybkie riffy, agresywna perkusja i budzące niepokój zagrywki Jelonka dają niesamowitego kopa i przypominają pierwsze płyty Huntera (mrugnięcie okiem w kierunku klimatów z… „T.E.L.I.”?).

Album zamyka O Wolności. Spokojny, wręcz  piękny utwór, nawiązujący nieco klimatem do „HellWood”. Tekst wydaje mi się być optymistyczny, nawołujący do powstania i wzięcia się w garść, o czym swiadczyć mogą słowa: rozpal czas, jest wieczny, niech płonie/ zadziw świat, pochyli się w pokłonie/ zmieniaj los, uskrzydli cię/ zanim czas pokona nas. Naprawdę warto się w ten tekst wsłuchać, przemyśleć i wyciągnąć coś dla siebie. Serdeczny uśmiech wywołuje tutaj krótka zagrywka w celtyckim stylu, która nadaje końcówce piosenki bardzo optymistyczny wydźwięk.

„Królestwo” to solidny kawał materiału zarówno dla fanów nastrojowego grania, jak i „sieczki”. Nie ma tu chyba kompozycji, której zespół wstydziłby się zagrać na żywo. Wszystkie są dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Na albumie dostrzec można, że Huntersi nie boją się swoich wcześniejszych nagrań i chętnie wracają do pewnych patentów i tematów ze starych płyt, czerpią również nieco z ostatniego „HellWood”, ale też ciągle szukają i wypróbowują nowe rozwiązania, co łącznie daje bardzo dobry efekt.  Rzadko zdarza mi się, że nie mogę przyczepić się do niczego na płycie. W tym wypadku ta sztuka jednak się udała, dlatego w pełni świadomie i z premedytacją daję solidne 10/10. Oby tak dalej. Pozostaje mi czekać na wiosenną trasę, koncert w Poznaniu oraz kolejne albumy!

HUNTER - PSI
Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus