recent




Bad Religion - Stranger Than Fiction

1. Incomplete 2. Leave Mine To Me 3. Stranger Than Fiction 4. Tiny Voices 5. The Handshake 6. Better Off Dead 7. Infected 8. Television 9. Individual 10. Hooray For Me... 11. Slumber 12. Marked 13. Inner Logic 14. What It Is 15. 21st Century (Digital Boy) 
SKŁAD: Greg Graffin – wokal; Brett Gurewitz – gitara; Greg Hetson – gitara; Jay Bentley – bas; Bobby Schayer – perkusja
PRODUKCJA: Andy Wallace, Bad Religion
DATA WYDANIA: 6 września 1994

Legenda punk rocka, która zainspirowała inne zespoły wywodzące się z Kalifornii – tak najczęściej przedstawia się istniejącą przeszło 30 lat formację Bad Religion. Począwszy od garażowego, młodzieńczego grania na How Could Hell Be Any Worse? przez progresywny eksperyment na Into the Unknown, legendarną trylogię Suffer – No Control – Against the Grain, dość nowoczesny Generator i znakomity Recipe For Hate grupa w 1994 dotarła do swego rodzaju nowego etapu działalności.

Założona przez gitarzystę formacji Bretta Gurewitza wytwórnia Epitaph wydała jak dotychczas wszystkie płyty Złej Religii, jednak po sukcesie Recipe For Hate (na którym notabene pojawił się sam Eddie Vedder z Pearl Jam) grupa podpisała kontrakt z prawdziwym potentatem, mianowicie Atlantic. Producentem został Andy Wallace, który miał do czynienia wcześniej m.in. z Rage Against the Machine, Nirvaną, Slayerem, Sepulturą – i już wiadomo skąd te cięższe brzmienia, ale o tym za chwilę.

BR w czasach kiedy byli piękni i młodzi, 
a gitarzysta Greg Hetson miał jeszcze na głowie włosy 
Wydana we wrześniu 1994 płyta Stranger Than Fiction okazała się znakomita, także pod względem komercyjnym. Teledyski Bad Religion (już mniejsza o to, czy rzeczywiście takie udane) pojawiły się nawet w MTV – a były to czasy, kiedy MTV faktycznie puszczała "muzykę". Album w USA zyskał status Złotej Płyty, co jak na zespół o przeważnie intelektualnych (to nie żart!), zaangażowanych tekstach; ubranych w mało skomplikowane melodie jest sporym sukcesem.

To była standardowa nudna notka o okolicznościach powstania płyty, czas jednak do jej właściwego streszczenia. Album otwiera rozpędzony, jak to u Bad Religion bywa, punkrockowy pocisk - Incomplete i takie tempo utrzymuje, z paroma wyjątkami, do końca płyty. Niewątpliwie, słychać też wpływ producenta na ogólne brzmienie płyty – Infected czy Marked brzmią całkiem ciężko jak na kalifornijską grupę.

Greg Graffin pokazuje, co sądzi
o kondycji amerykańskiego
społeczeństwa
Są i całkiem przystępne, acz proste riffy, są fajne chórki wykonane przez gitarzystów i... basistę, ale najważniejsze – są fantastyczne teksty i przekaz, zapewnione przez czołowych kompozytorów Bad Religion, czyli Grega Graffina i Bretta Gurewitza. Wprawdzie Graffin nie stroni od smętnych, emocjonalnych pieśni (czyt. jego solowe wydawnictwa), jednak jako doktor biologii i geologii z UCLA, znawca paleontologii i paru innych... -logii, a także szeroko pojęty aktywista, staje na wysokości zadania. Bez wahania można powiedzieć, że jego teksty krytykują polityków (tutaj nawet bardziej wskazane jest odwołanie do późniejszego Punk Rock Song z płyty The Gray Race), konflikty zbrojne (poświęcony wojnie w Bośni utwór Tiny Voices) czy po prostu tępe społeczeństwo" Without regard to well-being/without an inkling of compromise/handshakes are nothing but a subtle "fuck you" (The Handshake) – prawdziwe, czyż nie? Każde zdanie napisane przez Graffina, pomijając te z przekleństwami, mogłoby więc równie dobrze znaleźć się w eseju czy artykule – takiego używa języka. Warto dodać, że odwołania do nauki są wszechobecne w twórczości Bad Religion i od lat niezmiennie skorelowane z przekazem grupy, począwszy od tytułów płyt, np. nawiązujące do dzieła Darwina najnowsze wydawnictwo, czyli The Dissent of Man po popularnonaukowe książki Graffina.

Refleksyjny Brett Gurewitz
Wracając jednak do tekstów na Stranger Than Fiction, w ich pisanie zaangażowany był również wspomniany Brett Gurewitz, nie tylko świetny producent i gitarzysta, ale i znakomity kompozytor o dużej wiedzy muzycznej i talencie do tworzenia przebojów. To spod jego ręki wyszedł bodaj najdziwniejszy i zarazem jeden z najlepszych, choć niekoniecznie szybkich utworów Bad Religion – mowa o Infected, takiej swoistej balladzie miłosnej, w której jednak paradoksalnie brak balladowego zadęcia. Gurewitz, choć zdolny, nieraz wpadał w różne tarapaty – a to problemy z narkotykami, a to z kobietami (i nie wiadomo, co gorsze). Akurat to kobiety, a właściwie jedna, spowodowały, że napisał utwór, w którym Graffin śpiewa o miłości jak o naprawdę poważnej chorobie. Słowa You and me have a disease/You affect me, you infect me całkiem nieźle obrazują cały kawałek, co trudno powiedzieć już o zrozumiałym chyba tylko dla poety fragmencie You're clear - as a heavy lead curtain want to drill you - like an ocean. Nawet na jednym z koncertów Graffin zaśpiewał tylko część tej frazy, żartobliwie dodając You're clear, this line doesn't make sense/Want to drill you like an ocean/But I don't know what that means/Because I didn't write it.

Gurewitz jest również odpowiedzialny za raczej słabszy punkt albumu, czyli Television, oraz numer Better Off Dead, który brzmi jak kolejna fenomenalna punkrockowa petarda i z którego to coverem zetknęłam się stosunkowo szybko. Słynna formacja Anathema zrobiła ten kawałek po swojemu, czego rozmemłanych, moim zdaniem, skutków można posłuchać na płycie Resonance (nie żebym nie lubiła Anathemy, ale od Better Off Dead niech lepiej się trzymają z daleka).

Choć z poprzednich akapitów wynika, że melodie Bad Religion są mało wysublimowane, to jednak tutaj brzmią znacznie lepiej niż w latach 80.; są bardziej dopracowane niż na „trylogii”. Sekcja rytmiczna zyskała już sporo w roku 1991, kiedy to pojawił się nowy perkusista Bobby Schayer; bezbłędnie uderzał w bębny już na Generatorze i Recipe For Hate. Zresztą pozostali muzycy: Bentley, Gurewitz i Hetson także dają radę. I nie sposób nie wspomnieć o wokaliście, Gregu Graffinie, który od czasów How Could Hell Be Any Worse? nauczył się już... śpiewać. Napisane dla jego syna Slumber czy odnowione (warunek postawiony przez wytwórnię) 21st Century (Digital Boy) pokazują, że stać go na więcej niż gardłowy wrzask z początków kariery.

Czy Stranger Than Fiction jest perfekcyjny od początku do końca? Nie, ale nadrabia przebojowością i przesłaniem. Zasłużenie uznaje się go za jeden z lepszych albumów Amerykanów, bardziej dojrzały od poprzednich i świetnie wyprodukowany (nie łudźmy się, produkcja też jest ważna). Niemniej jednak, choć wokół Stranger Than Fiction powstał spory medialny szum, a jego wydaniu towarzyszyła niekoniecznie przyjemna atmosfera (Gurewitz odszedł tuż przed wydaniem płyty), warto sięgnąć po ten longplay z czysto muzycznych powodów – jest to blisko czterdzieści minut solidnego punk rocka.

BAD RELIGION - INFECTED
Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus