recent




Storm Corrosion - Storm Corrosion

●●●●●●●○○○
1. Drag Ropes 2. Storm Corrosion 3. Hag 4. Happy 5. Lock Howl 6. Ljudet Innan
SKŁAD: Mikael Åkerfeldt - wokal, wszystkie instrumenty, Steven Wilson - wokal, wszystkie instrumenty
PRODUKCJA: Mikael Åkerfeldt, Steven Wilson
DATA WYDANIA: 7 maja 2012

Podaję się, że do albumu Storm Corrosion przymiarki trwały prawie dekadę. Czy było to wynikiem trudności związanych z wizją produkcji niniejszego wydawnictwa? Nie sądzę, Mikael Åkerfeldt z Opeth oraz Steven Wilson z Porcupine Tree to przede wszystkim świetni muzycy oraz indywidualiści, których podobne korzenie muzycznych upodobań tchnęły w Storm Corrosion (a wcześniej przy produkcji albumu Opeth – Blackwater Park) ducha art rockowej esencji. Po dogłębnym przesłuchaniu nie skłaniałbym się jednak do żadnych porównań wobec priorytetowych bandów obu panów z którymi najwyczajniej nie mają nic wspólnego. Nie oznacza to jednak, że na Storm Corrosion nie słychać ich inspiracji. Jeżeli takowy wypadałoby przedstawić przychyliłbym się bardziej do pewnych konotacji z nowego albumu Opeth – Heritage.

Niepozorni geniusze. 
Od lewej: Steven Wilson i Mikael Åkerfeldt   
W pracy nad płytą nie narzucono żadnego kierunku, toteż każdy kolejny utwór jest dowodem, że wydawnictwo jest ewidentną kolaboracją pół na pół. Nie sposób więc stwierdzić kto nad tym wszystkim czuwał, bo każda kompozycja to istny mezalians obu barwnych postaci jakimi są S. Wilson i M. Åkerfeldt . Tu świetny przykład m.in. tytułowego utworu Storm Corrosion, którego pierwsza część pochłonięta inspiracjami lidera Porcupine Tree przeistacza się w niepokojący nastrój rodem ze szwedzkiej formacji Opeth.

Wielu spodziewałoby się stricte rockowych, progresywnych rewelacji do jakich przyzwyczaiły nas obie formacje. Jeżeli tak, czeka nas, niekoniecznie przykre, zaskoczenie. Eksperyment, bo tak należy nazwać Storm Corrosion określić można porównaniem ich muzycznych inspiracji, które nie koniecznie mogłyby wpasować się w dotychczasowy dorobek obu artystów. Całkowita wolność twórcza jaką charakteryzuje najnowsze wydawnictwo krzyżuje w sobie na pozór odległe od siebie światy, wszak progresywne, ale wciąż mało ociekające brutalnością (może za wyjątkiem ostatnich albumów) Opeth i subtelnością konsekwencji Porcupine Tree. W świat Storm Corrosion najlepiej wprowadzić nas może Drag Ropes, który klimatem buduje stan niezwykłego napięcia okrytego aurą porywającego horroru. Tu odwołuję się do świetnie wyprodukowanego klipu doskonale oddającego podejście muzycznych dokonań na Storm Corrosion, które w całości zdecydowanie przyrównać można do formy budowanych współcześnie filmowych soundtracków.

Eksperymentalni twórcy muzycznych dreszczy
Właściwie, wyboru kierunku minimalistycznej drogi najnowszego albumu nie sposób uznać za zaskakujący biorąc pod uwagę odważne decyzje w kwestii rozwoju ostatnich płyt Opeth, tj Heritage oraz solowego projektu S. Wilsona – Grace for Drowning. Mało tego, Storm Corrosion uznane zostały jako trzecią część trylogii kontynuującej powyższe albumy. Wyważone i melancholijne ścieżki rzadko zaskakują przyśpieszeniem lub gwałtownymi zmianami tempa etc. Jedynie w Hag natknąć możemy się na pokręconą prezencję perkusyjnych łamańców.  Ponadto, z szybszą dynamiką spotkamy się również w instrumentalnym Lock Howl, który z wstawkami intrygujących "pohukiwań" wypełniających tajemniczy nastrój  oraz dalszymi frazami zaskakujących swą formą muzycznych brzmień hipnotyzują każdą kolejną sekundą utworu. 

Nauczyciele emocji
Poza tym, nie usłyszymy ani zdzierających gardła growlujących wokalistów (chociaż o tym możemu już chyba zapomnieć nawet w pierwotnym bandzie M. Åkerfeldta), ani nadzwyczajnie mechanicznych blastów. O przyśpieszeniu gitar też możemy zapomnieć. Co otrzymujemy w zamian? Pięknie wysublimowany materiał, który z każdym utworem pochłania nas aurą niepokoju i dreszczyku emocji. Oczywiście pod warunkiem, że do albumu podejdziemy z odpowiednią dozą zaufania i bezkrytycznego poświęcenia względem pragnienia gitarowego zgiełku na rzecz ambientowych przestrzeni wypełnionych gitarowym „plumkaniem” i poprzedzonymi harmoniami wymieniających się wzajemnie i, trzeba przyznać, że sprawnie, wokalistów (Happy, Storm Corrosion). Stosunkowo bez wyrazu na tle pozostałych kompozycji okazuje się być utwór ostatni – Ljudet Innan (bardziej szczegółowy opis znaleźć można w komentarzach pod artykułem), który delikatną formą stara się uspokoić nerwowy nastrój Lock Howl. Tu warto pochwalić niezwykłą wokalizę M.  Åkerfeldta z początku kompozycji. Kto by się spodziewał, że swoim swoim głosem może zaśpiewać na tak wysokich rejestrach. Niestety, kolejna część utwóru dla wielu okaże się być źródłem senności będącej podstawą nieco niezrównoważonego charakteru kompozycji odbiegającej od całości wydawnictwa w konteście nadmiernej minimalizacji zakrawającej o eklektyzm w granicach jazzu.

Storm Corrosion znajdzie swoją niszę
Storm Corrosion to jeden z najtrudniejszych albumów jakie przyszło mi do tej pory oceniać, jak również słuchać. Album wymaga niezwykłej koncentracji, co u mało cierpliwych odbiorców może niekorzystnie wpłynąć na bezpośrednie zażenowanie charakterem całości płyty obarczonej jarzmem usypiającej monotonii. Do takiego stwierdzenia z pewnością przyczynić się mogą wyegzaltowana forma jaką przyjęli utalentowani artyści. Nie będzie chyba z mojej strony zbyt dużym malkontenctwem jeżeli przyrównam wszystkie kompozycje w kierunku skłaniających bardziej do refleksji, aniżeli szeroko pojętej rozrywki, która dla wielu jest podstawą czerpania radości z muzyki. Storm Corrosion to poważne wydawnictwo, a dla kompozytorów pryncypialne źródło dalszych muzycznych poszukiwań. O ile nazwać można je eksperymentem, kolejne w miarę wykrystalizowania muzycznych wartości oraz obopólnych idei przez obie indywidualności prawdopodobnie można będzie wynieść na piedestały muzycznych elit jako kompozycyjny geniusz.

Nie można jednak zarzucić, że Storm Corrosion jest w jakikolwiek sposób niedopracowany. W tym miejscu obawiam się bardziej o proszącą się chęć nieco ryzykowniejszych form kompozycji do których przyzwyczaiły nas do tej pory oba, bądź co bądź „mroczne” charaktery. Owszem, zaskakująca szata muzyczna w Drag Ropes niesie za sobą ekscytację, ale kolejne propozycje najwyczajnej mieszają się w błędnym kole jednakowego stylu, którego parafrazowanie w ramach usilnej chęci zachowania spójnego charakteru materiału z czasem może zacząć budzić niedosyt. Do Storm Corrosion na pewno wracać będę każdej jesiennej pory roku, niemniej jednak w kolejnych próbach muzycznych eksperymentów życzyłbym sobie nieco bardziej spontanicznego kształtu każdej z kompozycji, zwłaszcza, że po dwojgu współpracujących ze sobą geniuszach muzycznego kunsztu można spodziewać się znacznie więcej.

STORM CORROSION - DRAG ROPES

Udostępnij to!
    Komentarze Facebook
    Komentarze Disqus